HPV, polkowice, Szczepienia, szczepienia ochronne, wywiad     |     08.06.2016     |    
    |    

Jak daleko do Polkowic?

O tym jak w Polkowicach udało się osiągnąć 95% próg wyszczepialności przeciwko wirusowi HPV, rozmawiamy z p. Mariolą Kośmider, wiceprzewodniczącą Rady Miasta Polkowice.

Z Mariolą Kośmider, wiceprzewodniczącą Rady Miasta Polkowice, rozmawia Piotr Grabosz

Dziesięciolecie polkowickiego programu “Chronię Życie przed Rakiem” i jego bezprecedensowe wyniki, wymierne w 95. procentowej wyszczepialności przeciwko HPV, skłaniają do pytania: Jak to się państwu udało?

Myślę, że to zasługa czasu i konsekwencji. Podobne projekty samorządowe mogą liczyć na powodzenie jeśli nie są działaniami spontanicznymi, realizowanymi najczęściej w okresach kampanii wyborczych, ale mają status solidnych, wieloletnich programów opartych na edukacji, badaniach i ewolucji.

Czy to prawda, że najtrudniej zacząć?

Z pewnością tak. Kiedy w 2006 roku dowiedziałam się z mediów, że polskie Ministerstwo Zdrowia kończy prace nad przyjęciem szczepionki przeciwko HPV, uznałam, że Polkowice powinny podarować swoim młodym obywatelkom ochronę przeciwko rakowi szyjki macicy. To miało być coś w rodzaju posagu. Szczepionka kosztowała wtedy 1500 złotych, wielu rodzin po prostu nie było na nią stać, jeszcze więcej uznawało ją za nadmierną formę ostrożności. Niestety – tak myślimy. Przeraża nas, że w Polsce umiera na tego raka 5 kobiet każdego dnia, ale uspokaja osobliwe przekonanie, że to nas nie dotyczy.

I co pani zrobiła?

Chodziłam i przekonywałam. Burmistrza, radnych. Byłam jedną z wielu peregrynujących, bo kasa miasta jest celem wycieczek autorów rożnych projektów: jedni perswadują, że potrzebny jest nowy chodnik, inni, że ławki w parku albo koncert rockowy. Ale szczęśliwie się udało. W pierwszym roku zaszczepiliśmy 300 nastolatek. Byłam dumna i szcześliwa.

Otoczenie podzieliło pani entuzjazm?

O tak. Tamten sukces pracował na kolejne. Przed następną edycją programu w 2007 roku, zrobiliśmy kampanię edukacyjną, do której włączyły się dziewczyny ze szkół gimnazjalnych, czyli potencjalne beneficjentki szczepień. Młodzież jest wspaniała. Potrafi doskonale promować coś, co ją porwie. W 2007 roku ogłosiliśmy konkurs, który wyłonił nastoletnie ambasadorki naszego projektu. Pojawiły się na bilbordach. Ich buzie i motta, które same wymyśliły. Chodziły po mieście, promowały program u fryzjerek, w zakładach kosmetycznych, namawiały mamy i babcie do badań cytologicznych i mammograficznych. Wydaliśmy kalendarz z ambasadorkami, opatrzony przesłaniem naszego burmistrza, który wysłaliśmy do ponad 2 tysięcy samorządów w całej Polsce. Szczepienia z roku na rok stawały się polkowicką specjalnością.

Rezultaty?

Od początku uruchomienia programu do dziś, poziom wyszczepialności wynosi w Polkowicach 95-97 procent. Dla porównania, w powiecie po sąsiedzku, gdzie prowadzone są identyczne szczepienia, wynosi on 50 procent.

Z pewnością kampanie społeczne angażujące młodzież, dające jej okazję do kreatywności i dobrej zabawy, przynoszą efekt w postaci zainteresowania profilaktyką szczepień. Ale co pani zdaniem jest czynnikiem decydującym?

Świadomość. Rodzice wyrażają zgodę na szczepienie dzieci, gdy są do tego przekonani. Przekonanie natomiast czerpią z wiedzy. Dlatego opieramy nasze kampanie o autorytety medyczne: najnowsze doniesienia Światowej Organizacji Zdrowia, ale też naszych, miejscowych lekarzy, znanych w mieście, rozpoznawalnych, cieszących się zaufaniem. Ludzie do nich kierują pytania o szczepienia i wierzą im, a nie nie wiadomo czyim opiniom na forach internetowych. To taka nasza polkowicka odsłona akcji “Zaszczep się wiedzą”.

Miło nam, że wspólnie zabiegamy o rzetelną i wiarygodną wiedzę na temat szczepień.

Nie można inaczej. Nie można oczekiwać powodzenia takich programów jak nasz stosując schemat: Przychodzi baba do lekarza i szczepi dziecko, bo tak trzeba. To nieuczciwe. Ludzie powinni podejmować decyzję na podstawie wiedzy, doświadczeń, mądrości i rekomendacji autorytetów medycznych: lekarzy i instytucji. A my powinniśmy im w tym pomagać.

Czego potrzeba samorządowi, żeby było jak w Polkowicach?

Też przekonania. Takich działań nie można podejmować akcyjnie, bo efekt będzie odwrotny do oczekiwanego. Dlatego jeśli samorząd, który zdecyduje się na program profilaktyki zdrowotnej i szczepienie swoich obywateli, powinien roztropnie zadać sobie pytanie czy będzie go stać na kontynuowanie projektu przez następne lata.

To jeden ze składników recepty. Jakie są pozostałe? Potrzeba społeczników, oddanych sprawie tak jak pani?

Dziękuję za uznanie, rzeczywiście o wiele więcej można zdziałać, gdy się wierzy w to, co się robi. Wątpię w powodzenie programu szczepień jeśli zostanie on zlecony komuś w urzędzie na zasadach polecenia służbowego i realizowany z obowiązku. Napatrzyłam się przez te dziesięć lat na niewiarygodne rezultaty entuzjazmu ludzi, których udało się “zaszczepić” przeciwko schematowi działań. Czy wie pan, że każda z naszych kampanii co roku była inna?

Imponujące. Co jeszcze jest potrzebne?

Przychylność samorządu, mądrość rady miejskiej. Myślącej perspektywicznie i rozumiejącej społeczeństwo. Takiej, która pieniądze z tzw. alkoholówki przeznacza na profilaktykę uzależnień, a nie oświetlenie drogi, którą można dojść do baru. Samorządy mają dziś naprawdę spore możliwości działania dla dobra zdrowia obywateli. Jest ustawa o działalności leczniczej, pozwalająca przekazywać środki na profilaktykę. Jest rozporządzenie o finansowaniu świadczeń zdrowotnych z pieniędzy publicznych, jest wreszcie Agencja Oceny Technologii Medycznych, a w niej – Samorządowe Programy Polityki Zdrowotnej, w ramach których można składać projekty. Wystarczy zaszczepić się na marazm i działać.

PARTNERZY

Akcję społeczną „Zaszczep się wiedzą” wspierają:

PATRONI MEDIALNI