fakty i mity, Szczepienia, szczepionki     |     21.06.2017     |    
    |    

Poznaj Wakefielda - guru ruchów antyszczepionkowych

Andrew Wakefield wyrasta na guru ruchów antyszczepionkowych. Uważaj, to były brytyjski lekarz, któremu udowodniono szereg naukowych fałszerstw i konflikt interesów, co przeczy jego twierdzeniom, że jest niezależny i bezstronny.

Andrew Wakefield został w 2010 roku dożywotnio pozbawiony prawa wykonywania zawodu lekarza przez General Medical Council (GMC) w Wielkiej Brytanii (tamtejszy organ nadający i odbierający prawo wykonywania tego zawodu). Stało się to po bezprecedensowym, trwającym ponad dwieście dni, postępowaniu przed odpowiednikiem polskiego sądu lekarskiego. Powodem najwyższej kary, jaką można nałożyć na lekarza, był szereg rażących naruszeń przez Wakefielda zasad praktyki i etyki lekarza oraz badacza.

Jest on także głównym autorem wycofanego z powodu nierzetelności artykułu w periodyku „The Lancet”. Praca ta sugerowała związek między skojarzoną szczepionką przeciwko odrze, śwince i różyczce (MMR) a „nowym zespołem” obejmującym regres rozwoju i nieswoiste zapalenie jelit. Artykuł został oparty na wynikach projektu badawczego obejmującego dwanaścioro dzieci.

Wakefield jest także autorem szeregu wystąpień (pierwsze tego typu – konferencja prasowa -nastąpiło zaraz po publikacji artykułu w 1998 r.), w których wini szczepionki za występowanie autyzmu. Na tezy Wakefielda powołują się ruchy antyszczepionkowe, także w Polsce. Wbrew temu co twierdzi, nie ma dowodów na to, że szczepionki powodują autyzm – takiego związku przyczynowo-skutkowego między podaniem szczepionki a autyzmem nie wykryto podczas szeregu badań przeprowadzonych na całym świecie.

Trudno uznać Wakefielda za niezależnego naukowca

– 22 lata temu musiałem podjąć decyzję, czy służę moim pacjentom, czy koncernom farmaceutycznym – oświadczył podczas występu w katowickim Spodku 1 kwietnia bieżącego roku.
Wakefield kreuje się na niezależnego naukowca, który podpadł interesom firm farmaceutycznych sprzedających szczepionki. Jednak brytyjski sąd lekarski udowodnił mu rażący konflikt interesów.
W lutym w 1996 roku, na kilka miesięcy przed tym, jak zaczął wspomniany projekt badawczy w The Royal Free Hospital, gdzie był zatrudniony, Wakefield podpisał umowę z prawnikiem Richardem Barrem na przeprowadzenie badań, które mogłyby dostarczyć dowodów, iż skojarzona szczepionka MMR powoduje szkody zdrowotne u zaszczepionych nią dzieci. Wakefield dostarczył prawnikowi kosztorys takiego projektu badawczego i otrzymał od niego 50 tys. funtów tytułem przeprowadzenia diagnostyki u dzieci.
Dziennikarz śledczy Brian Deer z The Sunday Times, który opublikował serię artykułów na temat fałszerstw Wakefielda, dotarł do dokumentu autorstwa Barra i Wakefielda, przekazanego instytucji mającej wyłożyć środki na proces przeciw producentom szczepionek (Legal Aid Board), w którym napisali oni: „Niemniej, istnieją niezaprzeczalne dowody przemawiające za tym, że przyczyną choroby jest konkretna szczepionka”.

Jednak dopiero we wrześniu 1996 roku, a więc kilka miesięcy później, złożył wniosek o przeprowadzenie projektu badawczego – w The Royal Free Hospital. Miał obejmować 25 dzieci, ostatecznie objął dwanaścioro, przy czym – wbrew założeniom projektu i wbrew temu, jak opisał populację badanych dzieci w artykule w The Lancet – nie były to dzieci losowo przyjmowane – większość trafiła do projektu poprzez prawnika Richarda Barra lub rodziców dzieci z zaburzeniami z nim współpracujących, a sam Wakefield brał czynny udział w rekrutacji wybranych dzieci do projektu badawczego.

Przyjęcie kwoty 50 tys. funtów zostało udowodnione przez brytyjski sąd lekarski.

Udowodnił on także fakt zatajenia przez Wakefielda przyjęcia tych pieniędzy zarówno przed wydawcą The Lancet, jak i przed kolegami i zarządem The Royal Free Hospital. Sąd lekarski uznał to ciężkie naruszenie zasad etycznych badacza (miał prawny i etyczny obowiązek podania tego do wiadomości) oraz konflikt interesów. W aktach sprawy czytamy: „Pańskie zachowanie było nieuczciwe, nieodpowiedzialne i wprowadzało w błąd”.
Co więcej, sąd lekarski udowodnił sprzeniewierzenie tych pieniędzy, ponieważ zgodnie z umową miały być wykorzystane na wykonanie badań diagnostycznych u dzieci w projekcie badawczym uzgodnionym z prawnikiem, a w rzeczywistości pokrycie takich kosztów nie było potrzebne – płacił za nie NHS – angielski płatnik za świadczenia zdrowotne.
To nie wszystko. Dziennikarz Brian Deer w dziennikarskim śledztwie, którego rezultaty zostały przedstawione w The Sunday Times, Chanel 4 TV i The BMJ udowodnił ponadto, że Wakefield przyjął poprzez prawnika od organizacji Legal Aid Board dodatkowo ponad 435 tys. funtów tytułem występowania jako ekspert w przygotowaniu procesu przeciwko producentom szczepionek oraz zwrot kosztów wydatków. Także fakt przyjęcia tych pieniędzy był przez Wakefielda ukrywany, podobnie jak i jego ekspercka rola w przygotowywanym procesie.
Kim był Richard Barr? Reprezentował grupę rodziców, przekonanych, że autyzm u ich dzieci spowodowało szczepienie MMR. Dostarczenie dowodów na taki związek miałoby olbrzymie znaczenie w procesie o odszkodowanie od producentów tej szczepionki, w którym pozwy mogłoby wystosować tysiące ludzi, które miały autyzm i kiedykolwiek były zaszczepione MMR.

Wakefield pracował nad konkurencyjną szczepionką

Wakefield ukrył ponadto fakt, że sam pracował nad wynalezieniem szczepionki przeciwko odrze, która jednocześnie miałaby być lekiem na stany zapalne jelit. Jak sprawdził dziennikarz Brian Deer, a udowodnił brytyjski sąd lekarski, wniosek patentowy Wakefield złożył w 1997 roku, na rok przed ukazaniem się artykułu w The Lancet. Opatentowaną substancję Wakefield nazwał „Transfer Factor”. Wspólnie z ojcem jednego z dzieci (dziecko 10) badanych we wcześniej wspomnianym projekcie założył też firmę, która miała zająć się sprzedażą szczepionki, gdyby udało się ją zarejestrować.

Gdyby okazało się, że skojarzona szczepionka szkodzi, wynaleziona przez Wakefielda pojedyncza szczepionka, można domniemywać, że podawana zamiast MMR, mogłaby pozwolić mu zarobić olbrzymie pieniądze. Co ciekawe, bezpośrednio po publikacji artykułu w The Lancet na konferencji prasowej Wakefield apelował, by zamienić szczepionkę skojarzoną – MMR na pojedyncze osobne szczepionki przeciw: odrze, różyczce i śwince. Podobna sugestia znajdowała się w informacji prasowej dystrybuowanej przed publikacją artykułu w The Lancet.
Mało tego. Brytyjski sąd lekarski udowodnił, że Wakefield podał ową opatentowaną substancję „Transfer Factor” jednemu z dwanaściorga dzieci z projektu badawczego (dziecku 10 w dokumentacji projektu i procesowej), w trybie eksperymentalnym. Zaniedbał jednak zamieszczenia informacji o tym fakcie w dokumentacji medycznej dziecka, jak również poinformowania o tym lekarza prowadzącego dziecko. Nadto, według brytyjskiego sądu lekarskiego, podał tę substancję dziecku, nie mając ku temu kompetencji, ponieważ nie był pediatrą.
„Działania doktora Wakefielda były sprzeczne z dobrem (with clinical interests – dosłownie: interesami medycznymi) dziecka 10 i podważyły zaufanie do pozycji, jaką zajmuje lekarz” – czytamy w obszernym dokumencie z postępowania przeciwko Wakefieldowi przed brytyjskim sądem lekarskim.

Wakefield narażał dzieci na szkodę

W liczącym prawie 150 stron dokumencie z postępowania przed brytyjskim sądem lekarskim zdanie: „Działanie doktora Wakefielda było sprzeczne z dobrem dziecka (tu numer przypisany w dokumentacji projektowej)” powtórzone jest wielokrotnie i odnosi się na przykład do niepotrzebnego narażania małych pacjentów na inwazyjne badania diagnostyczne, takie jak ileokolonoskopia – badanie endoskopowe okrężnicy i końcowego odcinka jelita cienkiego, czy punkcja lędźwiowa.
Nadto w postępowaniu przed brytyjskim sądem lekarskim udowodniono, że Wakefield nie miał zgody Komisji Bioetycznej na większość przeprowadzonych przez niego badań.
– Badania takie jak ileokolonoskopia czy punkcja są inwazyjne, nieprzyjemne, bolesne. Mogą też powodować niebezpieczne powikłania, dlatego wykonuje się je tylko wtedy, kiedy są niezbędnie konieczne. Przy punkcji może być to ból głowy wynikający z obniżenia ciśnienia w czaszce wskutek pobrania materiału do badania, ale można też uszkodzić nerw czy spowodować krwotok wewnętrzny. Lekarz ma prawo wykonywać badania inwazyjne, ale tylko wtedy, kiedy korzyści przeważają nad ryzykiem. Jeśli mamy zapalenie opon mózgowych, punkcja może być diagnostyką konieczną, bo trzeba określić, czy jest to stan wywołany przez bakterie czy grzyby, co determinuje skuteczne leczenie – podkreśla dr Wojciech Masełbas, ekspert w dziedzinie badań klinicznych. Badania Wakefielda określa mianem „diagnostyka dla samej diagnostyki”.

Szczepienia przynoszą korzyści nie tylko ich producentom

– Jedyni, którzy korzystają [na szczepionkach] to firmy farmaceutyczne – mówił Wakefield podczas występu w Katowicach.

Faktem jest, że sprzedaż szczepionek generuje zyski firmom je produkującym. Jest to jednak transakcja, w której są też inni beneficjenci: miliony ludzi na całym świecie, którzy nie umierają z powodu chorób zakaźnych ani ich powikłań, ani też nie tracą bezpowrotnie wielu funkcji. Beneficjentami są też państwa, które nie wydają na leczenie tych chorób oraz pomaganie osobom niepełnosprawnym. Żeby to sprawdzić, wystarczy porównać poziom zapadalności na choroby zakaźne państw, w których nie ma powszechnych programów szczepień, z krajami, które stosują takie programy, czy zastanowić się, sprawdzając daty wprowadzenia powszechnych szczepień, dlaczego ostatni przypadek polio w Polsce odnotowano w 1984 roku, a w Indiach – dopiero w 2014.
Wakefield przeinacza fakty
– Uwierzyłem rodzicom – mówił Wakefield do publiczności zgromadzonej w katowickim Spodku.
Rodzice kilkorga dzieci przyjętych do projektu badawczego byli przekonani, że za problemy zdrowotne ich dzieci odpowiada szczepionka MMR.
Wakefield w artykule The Lancet napisał, że objawy zaburzeń, m.in. utraty wcześniej już nabytych umiejętności, np. mowy, pojawiły się w okresie 14 dni od szczepienia MMR.
Problem w tym, że wszystkie dzieci przyjęte do projektu badawczego, którego pokłosiem była publikacja w The Lancet, miały już wcześniej kontakt z rozmaitymi lekarzami i dokumentacja medyczna pięciorga z nich nie potwierdza takiego związku czasowego między objawami a szczepieniem. Na przykład dziecko 5 otrzymało szczepionkę MMR w wieku 16 miesięcy, a już pięć miesięcy wcześniej odnotowano w jego dokumentacji budzące niepokój rodziców zachowania.
Z kolei lekarka podstawowej opieki zdrowotnej, kierująca (na prośbę matki) do projektu dziecko nr 8, zaznaczyła w liście do badaczy, że „zarówno pracownicy szpitala, jak i przychodni podstawowej opieki zdrowotnej opiekujący się nią [dzieckiem nr 8] zauważyli istotne nieprawidłowości w jej rozwoju kilka miesięcy przed szczepieniem MMR”.

Wakefield posługuje się fałszywymi danymi

– Szczepionki są niebezpieczne – mówił Wakefield w Katowicach.
Zapewniał, że w USA obecnie ryzyko autyzmu to 1 do 25, a w 2030 roku jedno na dwoje dzieci będzie miało autyzm. Winę za to kładł na karb powszechnych szczepień. To nieprawda.
Do tej pory nie wytłumaczono, jakie jest podłoże autyzmu. Wskazuje się m.in. na potencjalne genetyczne uwarunkowania, np. ryzyko wystąpienia tego zaburzenia wyraźnie wzrasta, jeśli rodzeństwo ma je stwierdzone. Pokłosiem fałszerstwa Wakefielda – nierzetelnego badania 12 dzieci – oraz jego wystąpień publicznych, był natomiast szereg badań na dużych populacjach dzieci. Związku szczepionek z autyzmem nie udało się udowodnić.
Występowanie autyzmu w populacji wynosi od 1 do maksymalnie 3 proc. Wystarczy zresztą rozejrzeć się dookoła i policzyć: czy rzeczywiście zauważamy, że jedno na 25 dzieci, które znamy, ma autyzm? Choćby jedno na dziesięcioro?

Nie ma pieniędzy na apelację? Raczej szans na wygraną

Podczas występu w Katowicach Wakefield powiedział, że został niesłusznie oskarżony i pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Jego zdaniem nie może odwołać się od wyroku, ponieważ nie ma na to pieniędzy.
Współautorem artykułu w The Lancet był prof. John Walker-Smith, który w osobnym postępowaniu przed brytyjskim sądem lekarskim także został pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Miał inne zarzuty niż Wakefield. Walker-Smith odwołał się od tego orzeczenia i wygrał.
Wakefield twierdził podczas spotkania ze swoimi fanami w Katowicach, że przywrócenie do grona lekarzy prof. Walkera-Smitha pokazuje, iż postępowanie przed brytyjskim sądem lekarskim było nierzetelne.

Jakie są fakty?

„Wakefield złożył apelację w 2010 roku i ją wycofał, ponieważ jego prawnicy przekazali firmie ubezpieczającej (Wakefielda), że proces jest nie do wygrania” – napisał do Serwisu Zdrowie w odpowiedzi na pytania Brian Deer, dziennikarz śledczy, który ujawnił skalę fałszerstw Wakefielda.
Wyjaśnił, że prawnicy Walkera-Smitha nie mieli natomiast takich obaw, a pieniądze na apelację wykładała ta sama firma ubezpieczająca, która ubezpieczała i miała sfinansować apelację Wakefielda.
Wakefieldowi nie udało się nigdy udowodnić oszustwa i nierzetelności autorowi demaskujących go artykułów Brianowi Deerowi, który za swoje publikacje otrzymał prestiżowe nagrody, na przykład dwukrotnie – British Press Award. Skompromitowany lekarz podał do sądu o zniesławienie The Sunday Times – gazetę, w której Brian Deer opublikował rezultaty swojego śledztwa. Nie dość, że nie wygrał, to jeszcze musiał pokryć koszty procesu.
„Jak kaczka kwacze, tak Wakefield kłamie” – napisał Deer w mejlu do Serwisu Zdrowie.

Źródła: http://www.annualreviews.org/doi/full/10.1146/annurev-publhealth-031816-044318
http://briandeer.com/solved/gmc-charge-sheet.pdf
http://pediatria.mp.pl/szczepieniaochronne/59132,artykul-wakefielda-wiazacy-szczepionke-mmr-zautyzmem-byl-oszustwem

TEKST POCHODZI Z SERWISU ZDROWIE PAP https://zdrowie.pap.pl/szczepienia/poznaj-wakefielda-guru-ruchow-antyszczepionkowych

PARTNERZY

Akcję społeczną „Zaszczep się wiedzą” wspierają:

PATRONI MEDIALNI