polio, Szczepienia, szczepienia ochronne, szczepionki, wirus, wywiad     |     23.05.2017     |    
    |    

Sekretne życie wirusów wczoraj i dziś

Rozmowa portalu www.zaszczepsiewiedza.pl z profesorem Włodzimierzem Gutem, wirusologiem z Narodowego Instytut Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny

Jak wirusolog  odpowie na pytanie: po co się szczepimy?

Żeby uniknąć choroby.

Jednak aby zachorować, musimy przecież spotkać się z patogenem. A co jeśli nie ma go już w Polsce- na przykład polio? Czy to nie przesada, że nadal szczepimy dzieci przeciwko tej chorobie, choć w świecie wirus polio jest bliski całkowitej eradykacji?

Informacja o całkowitej eradykacji polio nie jest do końca prawdziwa. Jeszcze musimy trochę na to poczekać. Co to znaczy, że nie ma w Polsce tego wirusa? Nie ma go w Polsce w populacji ludzkiej- to prawda.  Ale wirus, który w latach 50 w Poznaniu wywołał epidemię polio, został znaleziony w ściekach Urugwaju na początkach tego wieku. Oznacza to, że z pomocą człowieka, bo była pasażowany w ludziach, wirus przetrwał 50 lat!

Jakim sposobem poznański wirus znalazł się w Urugwaju?

Tego nie wiemy. Jesteśmy natomiast pewni, że to ten sam wirus, gdyż miał on bardzo charakterystyczny szczep, który dało się łatwo zidentyfikować. Inny przykład: w Izraelu ludzie nie chorują na polio, choć wirus występuje w wodzie. Dlaczego tak się dzieje? Pomiędzy uodpornieniem, na przykład dzięki szczepieniom lub po przechorowaniu, a ochroną przed zakażeniem jest podstawowa różnica, o której zapominamy lub nie wiemy. Szczepionka nie chroni przed zakażeniem, ale chroni przed rozwojem choroby.

W wielu krajach, na przykład w  Niemczech, już się nie szczepi na gruźlicę. W Polsce nie dość, że się szczepi, to jeszcze do tego noworodki w pierwszej dobie życia. W czym jesteśmy gorsi od Niemców?

Powszechne szczepienie nie jest oznaką tego, że jesteśmy gorsi. Powiem więcej- może nawet lepsi, bo dajemy szansę na uodpornienie od pierwszych chwil życia.

Według przeciwników szczepień to dowód na to, że władze ustalając kalendarz szczepień traktują nas jak kraj rozwijający się.

Taka opinia nie jest uzasadniona. Istnieje już przecież gruźlica lekooporna, jeszcze nie w Polsce, ale całkiem niedaleko. Szczepienie więc to jedyna prewencja pozwalająca uniknąć poważnej choroby i zapobiec jej powikłaniom.

Czy różni się odporność nabyta po przechorowaniu od odporności po szczepieniu?

Odporność po przechorowaniu to efekt pełnej mobilizacji organizmu: jeśli organizm nie poradzi sobie z chorobą, to dana osoba po prostu umiera. Uda się przeżyć- odporność zostaje nabyta. Dzięki szczepieniom nie musimy liczyć na ślepy los i czekać, czy się uda przetrwać chorobę, czy nie. W szczepionce podajemy osłabionego wirusa, więc odporność będzie krótsza, ale wystarczająca do ochrony przed rozwojem choroby na przykład u dziecka, kiedy zachorowanie mogłoby być bardzo groźne. Indukowanie odporności populacji mocniejszym wirusem oznaczałaby oczywiście skazanie wielu ludzi na śmierć, choć ci, co zostaliby przy życiu, byliby oczywiście uodpornieni.

Przypomina to raczej scenariusz z Hollywoodzkiego filmu grozy …

Albo z naszej bardzo odległej historii. Panująca w XIV wiecznej Europie epidemia tak zwanej czarnej śmierci oznaczała na początku śmierć dla każdego, kto się z nią zetknął. Z czasem zaczęli pojawiać się ludzie, którzy przeżywali zachorowanie. Aż w końcu byli i tacy, którzy mimo kontaktu z patogenem nie chorowali. Ale jeśli powiem, że to samo dotyczy odry, to zapewne zacznie się pani śmiać.

Na  pewno bardzo się zdziwię.

A taka jest prawda. Jesteśmy populacją, która pierwszy kontakt z odrą miała 7-8 tysięcy lat temu. Kiedy pojawiała się, miała taki skutek, jak niedawna epidemia wywołana przez wirusa ebola w Afryce- wiązała się z bardzo wysoką śmiertelnością. Natomiast o prawdziwej skali śmiertelności odry dowiedzieliśmy się dokładnie, kiedy wraz z podbojem Ameryki w XV wieku pojawiła się ona na nowym kontynencie „przywieziona” przez Europejczyków. Rdzenna populacja kontynentu, która nie mała kontaktów z wirusem odry, wymierała. Odra jest nadal bardzo zaraźliwą, groźną chorobą: kiedyś w USA na odrę rocznie chorowały 2-3 osoby, dziś, dlatego, że ludzie odmawiają szczepień, możemy przeczytać o dramatycznym wzroście zachorowań w niektórych stanach. Inny, również prawdziwy, przykład, też z USA: zarażony odrą student w sekretariacie uczelni na parterze składa dokumenty, a nieodporna osoba na drugim piętrze zaraziła się i zachorowała na tę chorobę. To pokazuje jaki dystans może pokonać wirus, aby zakazić kolejną osobę, a odra to najbardziej zakaźny wirus, jakiego znamy.

Czy ciągle niewielka liczba zachorowań na odrę w Polsce to efekt działania tak zwanej odporności populacyjnej? Niektórzy wątpią w jej istnienie. Na czym ona polega?

Bardzo prosto wytłumaczyć to udowodnione przez naukowe badania zjawisko: w populacji, gdzie wszyscy są zaszczepieni, odporni i nie rozsiewają wirusa, może „ukryć” się osoba, która nie zaszczepiła się lub utraciła odporność. Ona również nie zachoruje dzięki właśnie odporności populacyjnej. Oczywistym dowodem na istnienie odporności populacyjnej jest fakt, iż w Polsce rośnie liczba niezaszczepionych, a na razie nie rośnie liczba zachorowań.

Ruchy antyszczepionkowe przyklasną na ten argument, który zdaje się potwierdzać ich tezę, że szczepimy, choć nie ma realnego zagrożenia zachorowaniem.

Niestety, prawdziwość mojego głęboko proszczepionowego stwierdzenia zostanie udowodniona, kiedy nadal liczba niezaszczepionych będzie się zwiększać i, co oczywiste, powrócą dawno zapomniane lub szczątkowo występujące choroby. Ci, którzy nie szczepią tworzą pewną masę krytyczną. Jeśli zachoruje jedna niezaszczepiona osoba, nie będzie miało to wpływu na populację. Kiedy jednak osiągniemy 10% niezaszczepionych, grozi nam epidemia. Mam nadzieję, że tak się nie stanie.

 

PARTNERZY

Akcję społeczną „Zaszczep się wiedzą” wspierają:

PATRONI MEDIALNI